Czarownik padł na kolana i poprosił o sito. Zwykłe, najzwyklejsze sito... Czy Pan zechce zadowolić się takim cudem, że woda wlana do sita nie wycieknie? Dalajlama skinął głową i wróżbita wlał wodę do sita. I patrzcie tylko! Nie wyciekła nawet jedna kropla! Honor czarownika został uratowany i mógł on zachować swoje stanowisko. Nie wiadomo, czy wróżbita posłużył się hipnozą, czy też zastosował jeden z wielu trików, znanych mu ze starych ksiąg magicznych? W każdym razie uratował własną skórę. Tymczasem nieustannie łamaliśmy sobie głowy, jak tu zarobić na życie, jeżeli pozwolą nam zostać w Lhasie. Na razie nie mogliśmy narzekać – troszczono się o nas wspaniałomyślnie. Na polecenie ministra spraw zagranicznych dostarczono nam worki campy i mąki, herbatę i masło. I miłą niespodziankę w postaci 500 rupii, którą w imieniu rządu wręczył nam bratanek Kapszöpy. Natychmiast odpowiedzieliśmy listem dziękczynnym, w którym zaofiarowaliśmy swoją pracę i umiejętności, w zamian za mieszkanie i wyżywienie. bogaty Carong. Przystaliśmy na tę propozycję z wdzięcznością – Thangme miał pięcioro dzieci i niezręcznie nam było dłużej zajmować ich pokój. To on, przygarniając z ulicy dwóch biednych wagabundów, był naszym prawdziwym przyjacielem, wyświadczył nam wielką przysługę i nigdy nie zapominaliśmy o tym. Na Nowy Rok otrzymywał od nas zawsze białą szarfę, a później, gdy już miałem własny dom, zaproszenie na przyjęcia świąteczne. Już od trzech tygodni gościliśmy w domu pana Thangme. Teraz zapraszał nas do siebie