Czesc2
Wtem niespodziewanie podeszło do nas kilku służących prosząc, abyśmy zechcieli wstąpić do domu ich pana. Zaciekawieni spytaliśmy kim jest ten pan, który życzy sobie naszej wizyty? Okazało się, że zaprasza nas wysokiej rangi duchowny urzędnik rządowy – jeden z czterech Trünji Czemo – potężnych bonpów, dzierżących w swych rękach losy wszystkich mnichów w Tybecie.
Wprowadzono nas do solidnego, dużego domu. Cała służba to mnisi. Wszędzie pachnie czystością, tak że na kamiennej podłodze w pokoju można by jeść. Wita nas serdecznie starszy, sympatyczny mężczyzna. Natychmiast pojawia się herbata i keksy. Po zwykłej wymianie grzeczności zaczyna się rozmowa, z której rychło wnioskujemy o uczciwych intencjach naszego gospodarza. Jest świadom – podkreśla z naciskiem – że jego kraj jest zacofany i potrzebuje takich ludzi jak my. Niestety, nie wszyscy podzielają jego opinię i dlatego jest gotów wstawić się za nami. Jakie jest nasze wykształcenie? Co umiemy? Jaki zawód wykonywaliśmy w ojczyźnie? Po tylu latach wreszcie spotkaliśmy kogoś, z kim mogliśmy rozmawiać o naszych studiach. Gospodarz okazał szczególne zainteresowanie zawodem Aufschnaitera, inżyniera rolnictwa i przyznał, że w Tybecie brakuje fachowców w tej dziedzinie. A przecież tyle można by w tym rozległym kraju zrobić...