Nazywał się Rampa i jako jeden z nielicznych mnichów miał arystokratyczny rodowód. Rozwój ogólnej sytuacji musiał go skrycie niepokoić, bo interesowały go bardzo nasze poglądy na politykę Rosji. W starych pismach – rzekł – istnieje przepowiednia, która głosi, że wielka siła z północy zaleje Tybet, zniszczy religię i zawładnie całym światem... Ostatnia wizyta należała się Pünkhangowi, najstarszemu z czterech ministrów. Był to człowieczek niskiego wzrostu, z grubymi okularami na krótkowzrocznych oczach, co było czymś niezwykłym w Tybecie, ponieważ okulary jako „zagraniczny wymysł” są odrzucane. Urzędnikom zabrania się ich używania, a w prywatnym życiu także patrzy się na nie niechętnie. Nasz minister musiał otrzymać specjalne zezwolenie od Dalajlamy XIII na używanie okularów w urzędzie, ale podczas wielkich ceremonii był z powodu swej krótkowzroczności całkowicie bezradny. Pünkhang przyjął nas w obecności swojej żony i chociaż siedział na należnym mu wyższym miejscu, wystarczył rzut oka, by zorientować się, że w tym domu pierwsze skrzypce gra małżonka. Po wygłoszeniu kilku powitalnych uprzejmości nie doszedł już do słowa, bo żona zalała nas potokiem pytań. Później Pünkhang poprowadził nas do swojej domowej kaplicy. Do zakurzonego pomieszczenia przenikało niewiele światła i panował tu mrok.