Czesc7
Uznaliśmy za konieczne zabezpieczenie się ze wszystkich stron i postanowiliśmy nawiązać dobre stosunki także z Chińskim Przedstawicielstwem Dyplomatycznym. Charge d’affaires przyjął nas ze słynną chińską uprzejmością i obiecał natychmiast przekazać do swojego rządu nasze pytanie o możliwość uzyskania zezwolenia na pobyt i pracę w Chinach.
Staraliśmy się, jak widać, na wszystkie sposoby zabiegać o pomoc i przekonać wszystkich, że nikomu nie zagrażamy. Zdarzało się bowiem dosyć często, że podczas spacerów obcy ludzie zaczepiali nas, zadając nam bardzo dziwne pytania, a pewnego razu jakiś Chińczyk zrobił nam nawet znienacka zdjęcie. Aparat fotograficzny w Lhasie – to było coś nadzwyczajnego! Ten epizod dał nam wiele do myślenia. Dochodziły nas wieści, że po Lhasie kręcą się rozmaici ludzie przekazujący informacje za granicę. Może brano nas za agentów jakiegoś obcego mocarstwa? Jedynie Anglicy wiedzieli doskonale, że jesteśmy niegroźni, zdążyli bowiem dokładnie dowiedzieć się skąd przybywamy i sprawdzić nasze dane. Inni mogli nam przypisywać wszystko, co tylko komu przyjdzie do głowy. Co do nas – polityczne ambicje były nam zupełnie obce, pragnęliśmy jedynie uzyskać azyl i pracę aż do chwili, kiedy będziemy mogli wrócić do Europy.
Tymczasem zapanowała prawdziwa wiosna i chociaż minęła zaledwie połowa lutego, nastała piękna, ciepła pogoda. Trzeba pamiętać, że Lhasa leży bardziej na południe od Kairu*, a wysokość sprawia, że promieniowanie słoneczne jest bardzo silne. Czuliśmy się znakomicie.