Obrus, flakon z kwiatami, książki, przytulnie europejsko urządzony pokój – nasze oczy wędrują w milczeniu i mamy wrażenie jakbyśmy wrócili do domu. Nasz gospodarz rozumie to uczucie. Uśmiechając się podąża za naszym wzrokiem i gdy patrzymy na książki, uprzejmie zaprasza do korzystania z jego biblioteki. Zaczyna się rozmowa. Taktownie nie pada pytanie, które w głębi duszy tak bardzo nas niepokoi: czy nadal jesteśmy jeńcami wojennymi? Wreszcie decydujemy się zapytać wprost, czy nasi koledzy siedzą jeszcze za drutami? Fox nie jest w stanie udzielić nam odpowiedzi na to pytanie, ale obiecuje zaczerpnąć informacji z Indii. Teraz przystępuje już całkiem otwarcie do skomentowania naszej sytuacji. Zna doskonale wszystkie szczegóły naszej ucieczki i sugeruje, że dowiedział się od Rządu Tybetańskiego o naszym rychłym powrocie do Indii. Ta perspektywa nie bardzo nam odpowiada. W takim razie – pyta – może interesowałaby nas praca w Sikkimie? Ma tam odpowiednie znajomości i za kilka dni właśnie się tam udaje. Przyznajemy otwarcie, że wolelibyśmy pozostać w Tybecie. Gdyby jednak okazało się to niemożliwe, chętnie skorzystamy z jego propozycji. Waga problemów dotyczących naszej przyszłości nie zepsuła nam jednak apetytu. Śniadanie jest wyśmienite, dawno nam tak nic nie smakowało – niebawem dzbanki, miski i koszyczki są puste. Czy wezmą nam to za złe? Ale nasz gospodarz tylko się uśmiecha i dyskretnie daje znak, aby doniesiono jedzenie. Potem rozmowa przechodzi na tematy prywatne.